niedziela, 26 marca 2017

cyberpunkowe przemyślenia #6 odwrócić proces starzenia się

Tego tygodniowy wybór tematu do cyberpunkowych przemyśleń był strasznie trudny i aż do ostatniej chwili nie byłem do końca pewny o czym chcę napisać. Zmieniłem zdanie przynajmniej kilka razy, tak wiele ciekawych spraw chciałem poruszyć. Ba, zmiana nadeszła także wtedy, gdy już wiedziałem, a wszystko to przez artykuł, który przeczytałem. Jego tytuł to „Naukowcy są w stanie odwrócić proces starzenia się u myszy, testy na ludziach ruszą jeszcze w tym roku”.

I zacząłem się zastanawiać. Czy to ma oznaczać, że właśnie uzyskaliśmy sposób na nieśmiertelność, jakże podobny do tego przedstawionego w książce „Nieśmiertelność zabije nas wszystkich” (recenzja w środę)? Niekoniecznie.
Napisano, że lek powinien pojawić się na półkach aptek w przeciągu od trzech do pięciu lat, ale myślę, że to dość optymistyczne założenie. Myślę także, że to potrwa nieco dłużej, jednak jesteśmy na dobrej drodze, żeby poradzić sobie z problemem starzejącego się społeczeństwa, przynajmniej w cywilizacji zachodniej niezbyt skorej do płodzenia dzieci (popularny model dwa plus jeden). Tylko czy odwracanie procesu starzenia się będzie w jakiś sposób kontrolowany? Byłoby kiepsko, gdybyśmy pewnego dnia obudzili się jako niemowlaki, a wokół nie byłoby żadnego dorosłego, który mógłby się nami zająć.
Załóżmy jednak, że ta kwestia została rozwiązana i każdy będzie mógł wybrać swój wiek, do którego jego ciało będzie wiecznie powracać. Podejrzewam, że średnia oscylowałaby wtedy wokół trzydziestki, może ciut mniej. Zależy od osobistych preferencji.
Wizja wiecznej młodości to z pozoru bardzo przyjemna wizja, ale wątpię, żeby ludzkość myślała długoterminowo. Jeśli ten lek miałby działać tak, jak myślę, odwracanie procesu starzenia się miałoby wpływ także na wyhamowanie rozwoju chorób. Żegnaj Alzheimerze, żegnajcie inne choroby postępujące z wiekiem pacjenta. Myślę, że można by na zawsze pożegnać się z rakiem, ba, chciałbym, żeby tak było. Podobnie będzie można pomóc osobom wystawionym na promieniowanie i sądzę, że to przyda się nie tylko na Ziemi, ale także podczas podróży na Marsa. Na to jednak będziemy musieli jeszcze trochę poczekać.
Nie wątpię, że znajdzie się masa króliczków doświadczalnych, którzy zgodzą się na przeprowadzenie kuracji na ich ciele. Tylko że człowiek to zdecydowanie bardziej skomplikowana istota niż mysz i to, co działało w przypadku gryzonia nie musi zadziałać także w naszym. Jednak już widać, że poszczególne zespoły badawcze ścigają się o to, komu uda się szybciej to zrobić. Instytut Salka z Kalifornii przewiduje, że badania kliniczne z udziałem ludzi rozpoczną się za około dziesięć lat. Porównując David Sinclair z Uniwersytetu New South Wales w Australii stwierdził, że, jak już wspomniałem, lek pojawi się na półkach w przeciągu od trzech do pięciu lat. I komu teraz wierzyć? Przekonamy się za parę lat.
O co mi chodziło z tym długoterminowym myśleniem? Wyeliminowanie naturalnej śmierci i opracowanie leku na wszystkie choroby sprawi, że niewiele osób będzie umierać z dnia na dzień. Nawet ujemny teraz w wielu krajach przyrost naturalny będzie nagle dodatni. Za mało jednostek odchodzi, za dużo przychodzi = przeludnienie będzie jeszcze większym problemem niż obecnie. A co za tym idzie, naturalne zapasy wyczerpią się jeszcze szybciej, o ile nie będziemy się szerzej interesować innymi źródłami energii et cetera. Stany Zjednoczone cały czas zbierają baryłki ropy na taką ewentualność, żeby podczas deficytu jeszcze bardziej się wzbogacić.
Naturalnym skutkiem będzie bardziej znaczący kult ciała niż obecnie. Jeśli nie będą dolegać nam choroby ani żadne poważne przypadłości, jaką będziemy mieli wymówkę, żeby nie ćwiczyć? Chyba że odwracanie procesu starzenia się zajmie się także problemem otyłości, co samo w sobie nie byłoby takie złe.
Zastanawiam się jednak, czy zatrzymanie tego procesu nie sprawi, że zatrzyma się również rozwój kultury w różnej postaci. Rynek polega na tym, że gdy zniknie „duża ryba”, to jej miejsce próbują zająć mniejsze rybki. Co jednak w przypadku kiedy jakaś tam obecna gwiazda popu (nie interesuję się aż tak bardzo popkulturą, dlatego nie używam nazwisk) już do końca swojego życia zachowa swój talent, wigor i młodość? Czy to nie spowoduje, że inne osoby tworzące tego rodzaju muzykę nie będą miały okazji wybicia się? Czy to nie spowoduje, że różne zespoły nie będą przechodziły na zasłużoną emeryturę? Skoro do końca życia mają być młodzi, to także do końca życia będą mogli grać. Podobnie ze sportowcami. Podobnie z pisarzami. Podobnie z każdą jedną osobą, która żyje albo będzie żyć. Przecież Michael Phelps od kilku, jeśli nie kilkunastu lat, zdecydowani e dominuje wśród innych pływaków i co w przypadku, kiedy nigdy nie będzie chciał skończyć z pływaniem, bo dlaczego miałby to zrobić, skoro będzie mógł być wiecznie młody dzięki kuracji? Wyobrażacie sobie, że w 2052 roku Phelps także stanie na pierwszym miejscu na podium w czasie Igrzysk Olimpijskich? Jeśli w tym czasie nie pojawiłby się nikt lepszy od niego, taka sytuacja byłaby bardzo możliwa. I przy tym pewnie nudna, więc podejrzewam, że ktoś w końcu „przekonałby” go do sportowej emerytury.
Przy okazji także taki rynek pracy będzie bardziej wyśrubowany i wymagający. Nie starzejesz się? Nikt ci nie broni nauki kolejnych języków, robienia kursów i tak dalej. Przyjdzie taki świeżak po studiach i żeby zarabiać chociażby minimalną, będzie musiał znać przynajmniej osiem języków, najlepiej tych najrzadszych i najtrudniejszych. Przecież jakoś będzie musiał się wyróżniać wśród innych wiecznie młodych pracowników. Zdaję sobie sprawę, że w tej chwili trochę wyobrażam, ale kto zapewni mnie, że tak się nigdy nie stanie? No właśnie, ludzkość jest nieprzewidywalna.  
I na tych słowach skończę. Ludzkość jest nieprzewidywalna i musimy być tego świadomi. Musimy być także świadomi tego, że jakiekolwiek dobre z naszego punktu widzenia rzeczy nie muszą nam wyjść na dobre w dłuższym okresie. Trochę masło maślane, ale mam nadzieję, że wiadomo o co mi chodzi.
Pozdrawiam serdecznie,
graf zer0.

4 komentarze:

  1. Książka "Nieśmiertelność..." jest jedną z moich ulubionych pozycji. Czytałam i jedno wiem, cieszę się, że kiedyś przeminiemy wszyscy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Próba pokonania natury zawsze w ostatecznym rachunku okazywała się porażką. Tacy jesteśmy potężni, a nie umiemy z dużym wyprzedzeniem przewidzieć kataklizmów. Drogowców to nawet zima jest w stanie zaskoczyć.

    OdpowiedzUsuń
  3. To musi być niesamowita książka. Ale to raczej niemożliwe z tym lekiem. wielkie gwiazdy popu i Phelps raczej by się znudziły sytuacją, kiedy byliby cały czas na szczycie. zajęliby się czymś innym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć.

      Książka jest super. Napisałem jej pseudo-recenzję na blogu, wystarczy poszukać. ; )

      Motyw znudzenia się sytuacją, kiedy muzyk przez kilkanaście czy tam kilkadziesiąt lat był na topie, też został w niej poruszony.

      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam serdecznie,
      graf zer0.

      Usuń

W sieci zanotowano wiele anonimowych wejść. Zostaw komentarz, by system mógł zacząć proces autoryzacji.