środa, 29 marca 2017

pseudo-recenzja książki - Drew Magary "Nieśmiertelność zabije nas wszystkich"

Tym razem coś mniej znanego, co nie znaczy, że gorszego. Debiut z bodajże 2011 roku.

Nieśmiertelność to dość często poruszany temat w literaturze i nie rozchodzi się tylko o ludzki żywot, ale także o sławę utworów. Któż bowiem nie chciałby żyć długo, jeśli nie wiecznie? Któż nie chciałby mieć wystarczającej „ilości” czasu, by zrobić to wszystko, czego od zawsze pragnął? Ile razy musieliśmy podjąć wybór pomiędzy jednym a drugim, bo wiedzieliśmy, że nie mamy na to czasu, że życie jest zbyt krótkie, by wszystkiego spróbować? A gdyby tak ktoś zaoferował nam lekarstwo na śmierć? Krótki, acz bolesny zabieg, po którym nasze ciało nie odczuwałoby potrzeby starzenia się? Mężczyźni nigdy nie zaczęliby łysieć, kobiety zaś zawsze miałyby osiemnaście lat, a nie tylko w głowie. Kilka zastrzyków i nasze ciało zatrzymuje się w czasie. Wciąż jednak można by zginąć w wypadku czy umrzeć przez chorobę. Ale kto by się tym przejmował, skoro nigdy się nie zestarzeje?
Taką wizję przedstawia w swojej książce Drew Magary.
Autor, jak można wyczytać, to amerykański pisarz, Gloger sportowy i dziennikarz, publikował na łamach między innymi „Maxima”, „GQ”, „Playboya”, „New York Magazine”, „Rolling Stone’a” i „Penthouse’a”, współpracował z Comedy Central i ESPN. „Nieśmiertelność zabije nas wszystkich” to jego debiutancka powieść. Trzeba przyznać, że wykorzystał w niej swoje dziennikarskie doświadczenie.
Powieść podzielona jest na cztery części. Każda ma przypisany tytuł oraz rok, w którym mniej więcej dzieje się akcja. I jak zaczynamy od Prohibicji w czerwcu 2019 roku, tak kończymy na Korekcie w czerwcu 2079. Zdradzę, że tytuły wiele mówią o tym, o czym będzie poszczególna część.
Rozdziały są w formie wpisów w dzienniku elektronicznym prowadzonego przez głównego bohatera, co tłumaczy narrację pierwszoosobowej. Nie jestem jej szczególnym zwolennikiem, mimo że sam stosuję w niektórych opowiadaniach, ale trzeba przyznać, że ma swoje plusy. Minusy także, ale tutaj było ich mało.

Część pierwsza.
W niej dowiadujemy się o tym, w jaki sposób lekarstwo, potocznie zwane „lekiem na śmierć”, zostało wynalezione. Przypomina to trochę ten, który opisałem w cyberpunkowych przemyśleniach numer sześć; zaczęło się od badań nad muchami, potem nad większymi zwierzętami, a skończyło na ludziach.
Jak już wspomniałem, Drew Magary wykorzystał swoje dziennikarskie doświadczenie. We wpisach często uwzględnione są różne artykuły, felietony, przemowy, wystąpienia, et cetera. To moim zdaniem dobre rozwiązanie, pokazujące nam jak reaguje świat na wieść o tym, że można wyleczyć się z procesu starzenia. Papież nie pozostaje niemy, podobnie prezydenci. Ludzie, jak to zawsze bywa, dzielą się na dwa obozy: zwolenników i przeciwników. Demonstracje, czasem nawet i zamieszki, z których są relacje.
Przedstawione są także motywy głównego bohatera, który zdecydował się na kurację, co akurat nikogo nie powinno zdziwić. John jest przy tym sympatycznym człowiekiem, ma poczucie humoru, które potrafi rozbawić. Niedawno przeczytałem, że w wielu powieściach czy opowiadaniach brakuje rodziny. Tutaj tego nie ma, wręcz przeciwnie, fakt, że protagonista posiada bliskich jest dobrze wykorzystanych. Mają swoje zdanie na temat tego całego leku. Niektórzy z nich zdecydowani są, by także go zażyć, niektórzy nie i zdają sobie sprawę z tego, jakie mogą być konsekwencje powstania takiej rzeczy. Na przykład męczenie się z okresem do końca życia u kobiet, o czym powiedziała bliska przyjaciółka głównego bohatera. Jest także mowa o tym, że zasoby na planecie nie są nieskończone.
Przez wynalezienie lekarstwa cierpią także małżeństwa, a zyskują prawnicy. Okazało się, że bycie ze sobą aż do śmierci, kiedy ta śmierć może nadejść nawet za kilka tysięcy lat, nie jest aż tak atrakcyjne.
Na inne skutki nie trzeba było aż tak długo czekać.

Część druga.
Minęło już dziesięć lat od zalegalizowania lekarstwa. Ludzie są wiecznie młodzi i korzystają z tego faktu. Przed sobą mają setki, a nawet tysiące lat życia, zabawy i różnych rozrywek. Pojawia się nowa religia koncentrująca się na człowieku, Las Vegas przechodzi sporą zmianę. Cieszy to, że autor nie skupia się wyłącznie na głównym bohaterze. Jak już wspomniałem, nie brak tutaj opisów różnych reakcji z całego globu czy czytania komentarzy na Internecie.
Cieszy to, że autor przedstawia losy Johna.
W sumie to cieszy wszystko, co Drew Magary opisał.
Ta część koncentruje się na przedstawieniu ludzkości i sposobu, w jaki żyją po zalegalizowaniu lekarstwa przez USA, bo właśnie w Stanach Zjednoczonych dzieje się akcja powieści. Proza (nie)codziennego życia. Jest tutaj sporo spokojnych momentów, rozmów z członkami rodziny, ze starą miłością mężczyzny, ale nie martwcie się, są także sytuacje przepełnione akcją. Akcją, która ma bezpośredni wpływ na późniejsze losy bohatera i decyzję, jaką podjął na początku części trzeciej.

Część trzecia.
Na świecie jest pełno ludzi, którzy nigdy się nie zestarzeją. Część z nich chciałaby jednak przerwać swoje życie i na ich „ratunek” wyrusza wiele firm, które im to umożliwią. Główny bohater znajduje pracę w jednej z takich firm i to jest głównym tematem trzeciej części. Wiele różnych sytuacji z pracy jako Serwisant Końcowy, klienci z niecodziennymi wymaganiami i tak dalej. Zdecydowanie najciekawsza część spośród wszystkich czterech, dlatego nie chcę się zbytnio o niej rozpisywać.

Część czwarta.
Przekonajcie się sami o czym jest. Warto.

Pan Drew Magary stworzył dzieło bardzo ciekawe i bardzo różnorodne. Opisał reakcje wielu osób, krajów, gazet, portali. W niektórych przypadkach przewidział przyszłość (chociażby sposób wynalezienia lekarstwa), w innych sięgnął po motywy popularne w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy mniej więcej powstał ukochany cyberpunk. Problem z przeludnieniem i kończącymi się zapasami. Problemy społeczne, zmiany, które zaszły w nigdy niestarzejącej się ludzkości. Skutki nieprzemyślanej zabawy.
Szkoda tylko, że autor skupił się głównie na społeczności, pomijając kwestię technologii. Fakt faktem mam świra na tym punkcie, bo po prostu lubię nowinki technologiczne, lubię czytać o rzeczach i rozwiązaniach, które mogą wejść w życie już za parę lat i bardzo żałuję, że nie dostałem tego w „Nieśmiertelność zabije nas wszystkich”. To mój największy zarzut wobec tej powieści.
Sama fabuła jest dobrze skonstruowana, motywy głównego bohatera są w większości logiczne, tak samo jak reakcje różnych państw, kościoła katolickiego, et cetera.
Jeśli chodzi o polskie wydanie książki, to znalazłem błędy w dwóch miejscach. W jednym John najpierw był pasażerem pojazdu, by po chwili stać się kierowcą bez ani jednego słowa o tym, że zamienia się miejscami. W drugim popsuł się zapis dialogu; brakowało myślników, znaku zapytania itp. Ale to jednorazowy wybryk.
Zdecydowanie zachęcam do zapoznania się z tą pozycją. Poniekąd uświadamia nam zagrożenia, jakie może przynieść wynalezienie leku na śmierć. Warto spróbować, bo jestem pewien, że mało kto będzie żałował, że przeczytał „Nieśmiertelność zabije nas wszystkich”.
Pozdrawiam serdecznie,
graf zer0.

8 komentarzy:

  1. Ja w fantastyce stawiam dopiero pierwsze kroczki i jeszcze skłaniam się ku fantasy z wątkami miłosnymi, no romantycznej duszy nie da się wyzbyć niestety! Jednak tutaj wiele rzeczy mnie przyciąga, po pierwsze piszesz, że w tej publikacji wyraźnie jest zaznaczona rodzina bohatera, jego bliscy grają dość ważną rolę. Interesuje mnie też, to jak autor poradził sobie z ujęciem tematu nieśmiertelności i czy do mnie takie wątki przemówią. Jak tylko książka wpadnie w moje ręce, to chętnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć.

      Sam zaczynałem przygodę z fantastyką od różnych powieści fantasy, więc Cię rozumiem. Dopiero z wiekiem zacząłem lubić science fiction i teraz jest na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o ulubione gatunki w literaturze.

      Porównując „Nieśmiertelność zabije nas wszystkich” do większości książek fantasy - tak, tutaj rodzina bohatera jest bardzo ważna. W wielu przypadkach w powieściach fantasy główny bohater tej rodziny po prostu nie ma.

      Jak o tym myślę, to „Nieśmiertelność zabije nas wszystkich” głównie powieść obyczajowa z elementami science fiction. Nacisku na technologię tutaj nie ma.

      Zdecydowanie polecam przeczytać.

      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam serdecznie,
      graf zer0.

      Usuń
  2. Świetnie napisana recenzja. Zachęca, aby sięgnąć po tę pozycję. Wydaje się, że fabuła wciąga czytelnika i oczekuje on na kolejne sceny z dużym zaciekawieniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć.

      Co do „recenzji” - do pełnoprawnej dużo jej jeszcze brakuje, dlatego używam słowa „pseudo”. Ale oczywiście dziękuję za miłe słowa. : ) To mój cel, zachęcać ludzi czytania różnych powieści.

      Fabuła zdecydowanie wciąga, szczególnie w trzecim akcie, kiedy powoli pokazują się skutki przyjęcia lekarstwa przez wiele osób.

      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam serdecznie,
      graf zer0.

      Usuń
  3. Nie jestem wielką fanką fantastyki, zdecydowanie wolę kryminały i reportaże, ale Twoja recenzja naprawdę przekonała mnie, że warto. I to nie tylko dlatego, że sam zachwalasz, ale temat nieśmiertelności i to w jaki sposób został przez autora ugryziony jest mi w jakiś sposób wewnętrznie bliski. Dlatego zapisuję ten tytuł! Dzięki! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć.

      Yep, powtórzę się. Celem moich pseudo-recenzji jest zachęcanie ludzi do zapoznania się z książkami, filmami, et cetera, których normalnie by nie ruszyli. Dlatego cieszę się, że mój cel został osiągnięty. : )

      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam serdecznie,
      graf zer0.

      Usuń
  4. Jezus Maria jak ja kocham science-fiction!!!! To jest książka idealna dla mnie! Takiej szukałam! Po "Świętym Płomieniu" B. Sterlinga długo nie mogłam nic podobnego znaleźć - bo Perfekcyjna Niedoskonałość to nie to samo:) O tak! muszę to mieć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć.

      Spróbuj jeszcze „Futu.re” od pana imieniem i nazwiskiem Dmitry Glukhovsky. W jego książce również pojawia się motyw nieśmiertelności i jednostki, która dba o to, żeby nie było zbyt dużo ludzi. W jaki sposób? Nie zdradzę. Ale pewnego dnia na pewno pojawi się pseudo-recenzja tej powieści.

      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam serdecznie,
      graf zer0.

      Usuń

W sieci zanotowano wiele anonimowych wejść. Zostaw komentarz, by system mógł zacząć proces autoryzacji.