niedziela, 30 kwietnia 2017

cyberpunkowe przemyślenia #11 drony

Obecnie drony wydawałyby się być jedynie zabawkami. I to drogimi, trzeba dodać, bo koszt zakupu nie należy do najniższych. Jednak coś za coś; za pieniążki otrzymujemy najczęściej mobilną kamerę, którą można wnieść w powietrze i którą można zdalnie sterować. Na YouTube można znaleźć masę filmików z popisami osób, które niesamowicie dobrze opanowały sztukę latania tymi urządzeniami. Podobnie jak można znaleźć wiele filmów z wykorzystaniem właśnie dronów, dzięki którym można było sfilmować miejsca niedostępne dla zwykłego człowieka albo po prostu zbyt niebezpieczne. No i jak już o filmach wspominam: w Hollywood także zauważono, że bezzałogowe maszyny są przydatne. Trudniejsze sceny stały się łatwiejsze do nakręcenia, to oczywiste.

Ale czy ich użyteczność ogranicza się tylko i wyłącznie do mniej lub bardziej amatorskiej kinematografii?
Wychodzi na to, że niekoniecznie.
Z pomocą jak zwykle przyszedł mi artykuł. Dubaj słynie z niekonwencjonalnych rozwiązań. Nie dość, że marzy im (czyli mieszkańcom, i tak dalej) się najwyższy budynek na świecie, nie dość, że wydali miliardy dolarów na usypanie wyspy w kształcie palmy (wysp ma/miało być więcej, ale koszta przerosły oczekiwania sponsorów, et cetera), nie dość, że po miastach walają się porzucone luksusowe samochody, bo ich właściciele woleli zwiać niż płacić raty, nie dość, że jakiś mężczyzna latał sobie na jetpacku, to jeszcze chcą użyć dronów jako taksówek. Latających taksówek. Czy to w ogóle dobry pomysł?
Z jednej strony tak. Dubaj to zatłoczone miasto i stanie w korku wpisało się w tamtejszą kulturę. Nijak nie idzie ich ominąć samochodem, porzucenie nie wchodzi w grę. Co prawda w Chinach, w Japonii pewnie też, są specjalistyczne firmy, której pracownicy za odpowiednią opłatą będą za nas stać w korku i odstawią auto pod nasz dom, jednak wtedy my będziemy musieli iść z buta, a to raczej odpada. Zostaje droga powietrzna. Helikoptery są zazwyczaj zbyt duże i zbyt hałaśliwe, żeby bezproblemowo latały wśród wieżowców. Drony natomiast są mniejsze, o ich cichym, w porównaniu do śmigłowców, działaniu już nic nie mówiąc. Oczywiście pojawiło się ograniczenie w postaci zasięgu (maksymalna odległość to 50 kilometrów), prędkości (nie przekroczy 160 kilometrów na godzinę) czy udźwigu (raptem 100 kilogramów. Ciężsi pasażerowie i pary nie polecą). Jeśli ktoś byłby zainteresowany, jak dron wygląda, to podaję jego nazwę: Ehang 184.
Plusem niewątpliwie będzie to, że być może zmniejszą się korki. Ponadto, jeśli to rozwiązanie sprawdzi się w Dubaju, inne miasta również mogą zainteresować się tego rodzaju taksówkami.
Z drugiej jednak… Czy znajdzie się na tyle zdolny logistyk, informatyk, ktokolwiek, kto będzie się zajmował sterowaniem dronów (chodzą słuchy o autonomii), który ogarnie wszystkie tory lotów? Przecież wyeliminowany zostanie czynnik ludzki w postaci pilota, a nie wiadomo, czy sztuczna inteligencja będzie inteligentna i zdoła zainterweniować, gdy pojawi się nieprzewidziany problem. To nie będzie metro, w którym pociągi poruszają się tylko do przodu (chociaż stopień skomplikowania sieci i połączeń w bardzo zaludnionych miastach jest ogromny); drony mogą lecieć w praktycznie każdym kierunku, tym bardziej, że nie będzie stałych tras. Zostaną wyznaczone jakieś korytarze powietrzne? Zbudują autostradę specjalnie dla dronów w stylu tej z serialu anonimowanego “The Jetsons”? Jestem ciekaw, jak to zostanie rozwiązane. Przekonamy się o tym dopiero w lipcu tego roku.
Transport ludzi to nie jedyna innowacja.
W grudniu 2016 roku Amazon dostarczył pierwszą paczkę za pomocą drona, jednak jak na razie jest więcej minusów niż plusów. Do tych pierwszych zalicza się: cena, bo to kosztowna technologia, określone warunki atmosferyczne (słońce, brak silnego wiatru), niewielki udźwig (paczki mogą ważyć maksymalnie dwa kilometry), potencjalne niebezpieczeństwo dla przechodniów. Do tych drugich zaś: mała szkodliwość dla atmosfery oraz krótki czas dostawy. Pewnie minie jeszcze kilka lat, zanim Amazon spopularyzuje ten sposób dostarczania przesyłek. Niemniej cieszę się, że nad tym pracują. Ułatwiłoby to chociażby przewożenie organów do przeszczepu z jednego szpitala do drugiego. To byłby wciąż mniejszy koszt niż wynajęcie helikoptera.
Nie można oczywiście zapomnieć o wykorzystaniu dronów na polu walki. Chociażby sławny Predator jest bardzo dobrym przykładem, acz nie zawsze. Te używane w Polsce mają skłonności do uciekania wojskowym. Saperzy także korzystają z dronów; po co narażać życie własne i innych ludzi, skoro można wysłać urządzenie? Nie ma co się dziwić, gdyż, jak wspomniałem w innych “cyberpunkowych przemyśleniach”, armia praktycznie zawsze jako pierwsza ma dostęp do nowoczesnych technologii i te nader często testowane są pod kątem bojowym. Powtórzę się, że za kilkadziesiąt lat na pole walki prawdopodobnie będziemy wysyłać cyborgi i drony, a ludzi zostawimy w bazach, żeby kierowali tym wszystkim z bezpiecznej odległości. O ile ktoś nie postanowi zrzucić bomby atomowej czy wodorowej, wtedy trudno byłoby mówić o bezpiecznej odległości.
Poruszyłem temat dronów wykonujących brudną robotę za saperów. Myślę, że nie tylko oni mogliby skorzystać z pomocy dronów czy robotów, a także górnicy (czy to ziemscy czy też ci wysłani na Marsa) czy spawacze. Nie przychodzą mi do głowy inne zawody, ale jestem pewien, że znalazłoby się jeszcze z kilkanaście, którym współpraca z tego rodzaju technologią ułatwiłaby życie.

To tylko kilka przykładów i pomysłów na efektywne wykorzystanie dronów w różnych dziedzinach życia, et cetera. Wszystkich na pewno nie przytoczyłem ani tym bardziej nie wymyśliłem, więc jeśli sami macie w głowie jakąś ideę, chętnie bym przeczytał o tym w komentarzach.
Myślę, że z biegiem czasu drony staną się znacznie bardziej popularne i częściej używane, o ile oczywiście dopracują tę technologię.
Pozdrawiam serdecznie,
graf zer0.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

W sieci zanotowano wiele anonimowych wejść. Zostaw komentarz, by system mógł zacząć proces autoryzacji.