niedziela, 9 kwietnia 2017

cyberpunkowe przemyślenia #8 zwierzęta w przyszłości

Ostatnie wydarzenia w moim życiu skłoniły mnie do zastanowienia się, czy w przyszłości będę chciał mieć jeszcze jakieś zwierzęta. Nie minęła chwila, a już znalazłem dwa słowa-klucze: „przyszłość” i „zwierzęta”. Nie minęła kolejna chwila, a już zastanawiałem się nad tym, czy w przyszłości znajdzie się miejsce dla zwierząt.

Od zarania dziejów ludzie żyli w towarzystwie różnych zwierzaków. Na niektóre polowali, przed innymi uciekali, żeby ich nie zjadły. Część z nich udało się udomowić i przekabacić na „naszą” stronę. Podejrzewam, że każdy z nas miał kiedykolwiek jakieś zwierzątko w domu, którym się opiekował, nieważne, czy to był pies, kot, królik czy świnka morska. Inne zwierzęta hodujemy tylko po to, żeby je zjeść, kolejne, żeby służyły nam do pracy (konie, muły, osły) albo do sprzedaży (wspomniane już konie). Tylko że czasy się zmieniają: chociażby w rolnictwie częściej korzysta się z traktorów, żeby orać pole, podróżujemy samochodami, pociągami czy samolotami, a nie konno, et cetera. Pytanie, czy nadejdą kolejne zmiany.
Jak mówię o przyszłości, to mam na myśli klasyczną wizję cyberpunkowego świata, przedstawionego chociażby w „Neuromancerze” Williama Gibsona czy „Futu.re” Glukhovsky’ego (sama książka to zdecydowanie dystopia, ale niektóre rzeczy pasują do cyberpunku), gdzie zwyczajni ludzie nader często mieszkają w ciasnych „mieszkaniach”, kubikach dwa metry na dwa metry na dwa metry (do wynajęcia już w Chinach/Japonii). Chodzi mi głównie o gęstość zaludnienia, która prawdopodobnie będzie bardzo wysoka za kilkadziesiąt lat, szczególnie w Europie, Azji i Ameryce Północnej. W takich pomieszczeniach człowiek ma problem, jak zmieścić się ze swoim dobytkiem, o jakimś zwierzaku już nic nie mówiąc.
Podejrzewam zatem, że klasyczne domowe pupilki mogą zostać odstawione na bok, przynajmniej te większe. Gryzonie, jak szczury czy myszy, zawsze znajdą dla siebie miejsce, szczególnie wtedy, kiedy mogą liczyć na jakieś resztki ludzkiego pożywienia. Ale koty czy psy… jeśli ktoś będzie mógł pozwolić sobie na większy metraż, to pewnie nie będzie miał problemu z utrzymaniem czworonoga. Wszystko zależy od wielkości mieszkania.
Niemniej wątpię, żeby zniknęły tradycyjne hodowle psów. Może celem hodowców nie będzie zwyczajna sprzedaż psiaków: niestety walki psów są popularne w tych mniej przyjaznych i przede wszystkim nielegalnych sferach. Jak jeszcze dojdzie możliwość customizowania, ulepszania zwierząt, jakiekolwiek „zawody” mogą stać się jeszcze bardziej atrakcyjne. Już sobie wyobrażam zmodyfikowanego genetycznie amstaffa w egzoszkielecie, który walczy z odpowiednio podrasowanym owczarkiem kaukaskim (żeby te ostatnie nie były cholernie niebezpieczne bez żadnych modyfikacji…) Nie brzmi zachęcająco, ale nikt nie zagwarantuje, że tak się nie stanie. Trzeba się zatem liczyć z każdą ewentualnością.
Jednak jak już mówię o wykorzystywaniu psów do walk, to można także powiedzieć o ich naturalnej funkcji, czyli pilnowania terenu. W tym przypadku również mogłyby zostać poddane modyfikacjom, żeby na przykład były bardziej wytrzymałe, bardziej agresywne czy odporne na próby przekupstwa w postaci rzuconej kiełbasy z trucizną w środku. Chociaż równie dobrze mogłyby zostać zastąpione przez cyborgi, ale kto zabroni bogatemu trzymać odrutowane psy?
Przeczuwam, że w Chinach nie byłoby zbyt wielkiego problemu, jeśli chodzi o trzymanie zwierząt domowych. Tam często lądują na talerzach, niestety, ale dla ich kultury to jest rzecz normalna, tak samo jak dla naszej jedzenie królików, co z kolei nie jest zbytnio akceptowane w USA. Im dalej na zachód, tym mniejsze chęci na zjadanie zwierząt.
Co jednak z tymi od razu przeznaczonymi na rzeź? Co ze świnkami, krowami, kurczakami i tak dalej?
Mięso to podstawa wielu przepysznych dań i nie będę ukrywał, że sam je jadam. Byłoby mi smutno, gdyby go zabrakło i przeczuwam, że tak właśnie może się stać. Przypominam, cyberpunk to między innymi maksymalne wykorzystanie każdej wolnej przestrzeni i budowanie kolejnych to budynków z mieszkaniami, większymi lub mniejszymi, by pomieścić tych wszystkich ludzi, którzy się w międzyczasie urodzą. Czy znajdzie się aż tak dużo miejsca, żeby wcisnąć gdzieś farmy? Co prawda, kury już teraz trzymane są w ciasnych klatkach, ale jednak krowy czy świnie wymagają ciut więcej niż kilkadziesiąt centymetrów kwadratowych. Może zostaną wydzielone specjalne dzielnice dla osób zajmujących się hodowlą takich zwierząt? Albo nawet całe miasta, tak jak Detroit stało przemysłem motoryzacyjnym, tak w przyszłości Chicago może zajmować się tylko i wyłącznie przetwórstwem mięsa. Żadnych innych usług, jeno hodowla bydła i przerabianie go na mięcho.              
Chyba że… Ostatnio czytałem o tym, że owady, jakkolwiek obrzydliwie to nie brzmi, mogłyby zastąpić „tradycyjne” mięso. Podobno są porównywalnie bogate w odpowiednie do przeżycia składniki odżywcze, plus zawsze istnieje możliwość, że można je zmodyfikować genetycznie. Świerszcz o smaku malin? Albo o smaku i zapachu spaghetti? Co jak co, ale do tego pomysłu chyba nigdy bym się nie przekonał.
Jakiś czas temu czytałem też o próbach „wyhodowania” mięsa na ciele zdrowego i przede wszystkim żywego zwierzęcia i, co najciekawsze, były udane. W smaku podobno identyczne jak to „normalne”, ale oczywiście nie miałem okazji skosztować. Niemniej dzięki takim zabiegom nie byłoby konieczności zabijania zwierząt, by zdobyć mięso, co zdecydowanie zadowoliłoby zwolenników humanitarnego traktowania zwierzaków. Poniekąd rozwiązałoby to także problem z dużymi hodowlami: skoro nie trzeba zabijać, niepotrzebne byłyby duże stada, żeby młode osobniki zastąpiły te dorosłe, gotowe już na przeróbkę. Ale czy będą z tego korzystać na większą skalę? Zobaczymy.
Jednak zwierzyna nie składa się tylko z mięsa. Krowy, kozy, owce oferują nam także swoje mleko, które być może zostanie zastąpione przez sztuczne. Aktualnie możemy sobie pozwolić na odpowiednie hodowle, ale czy tak samo będzie w przyszłości, kiedy wolnego miejsca będzie jeszcze mniej niż obecnie?
Kwestia towarzystwa i jedzenia omówiona, została jeszcze ta związana z ubraniami.
Nie da się ukryć, że niektóre gatunki hodowane są wyłącznie po to, żeby przerobić je na futra. Często metody są zbyt drastyczne, by pokazać je w telewizji przed godziną 22, co budzi kontrowersje.  Niespecjalnie to jednak przeszkadza i futra, czapki i inne takie są szeroko dostępne, oczywiście za odpowiednią cenę. Czy to się kiedykolwiek zmieni? Przecież już istnieją sztuczne futra, a popyt na te prawdziwe w ogóle nie zmalał. Podejrzewam, że dopóki będzie wystarczająco dużo miejsca, dopóty „problem” nie zniknie. Chociaż może jak technologia druku w 3D zostanie bardziej rozwinięta, to kto wie?
Wszystko sprowadza się głównie do trzech rzeczy: zapotrzebowania, pieniędzy i miejsca. Jeśli wszystkiego będzie nadto, wtedy pewnie nic się nie zmieni. Nie można się jednak oszukiwać, że miejsca i surowców naturalnych mamy w nieskończoność. Kiedyś wszystko się skończy, tego możemy być pewni. A co będzie, gdy tak się stanie? Czy moje przemyślenia i przewidywania się sprawdzą? Mam nadzieję, że dożyję, bo jestem cholernie ciekaw.
Pozdrawiam serdecznie,
graf zer0.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

W sieci zanotowano wiele anonimowych wejść. Zostaw komentarz, by system mógł zacząć proces autoryzacji.