środa, 17 maja 2017

pseudo-recenzja książki - Stanisław Lem "Bajki robotów"

Miałem trochę inne plany, jeśli chodzi o czytanie książek, bo chciałem się skupić na „Uniwersum Metro 2033”. Jednak z ciekawości poszedłem do biblioteki, żeby sprawdzić, czy dostanę tam Lema. Mnogość dzieł tego nieżyjącego już, niestety, pisarza zachęciła mnie do wzięcia czterech książek plus do kupienia jednej w formie e-booka. I to tej ostatniej będzie ta pseudo-recenzja.
Trochę dziwnie, kiedy młody mężczyzna, w domyśle ja, czyta... bajki. Tak, „Bajki robotów” Stanisława Lema bezsprzecznie zadedykowane są dzieciom. Czy słusznie? Ogółem dzieci chyba (nie jestem pewien, rzadko kiedy mam styczność z młodszymi ode mnie) lubią opowieści o rycerzach ratujących księżniczki z rąk smoka czy o czymś w tym rodzaju. Poniekąd też można to znaleźć, ale nie ma typowych mężów zakutych w zbroje, są co najwyżej elektrycerze, nie ma typowych smoków, tylko elektrosmoki, et cetera. Niby to samo, niewiele się różni, ale brzmienie jest zupełnie inne. W końcu to science fiction, a nie fantasy czy średniowiecze. Też nie jestem pewien, czy młodszy czytelnik aby na pewno zrozumie wszystko, co chciał przekazać pisarz. Niemniej, to bardzo dobra okazja, żeby zachęcić dziecko nie tylko do czytania książek, ale także do fantastyki naukowej, bo w tym wydaniu jest bardzo przystępna, jeśli chodzi o realia.
Mamy parę przygód pary konstruktorów, którzy pojawiają się także w „Cyberriadzie”, z czego jeden stworzył Najgłupszą Maszynę Rozumną na świecie. Pojawia się historia nawiązująca do Teorii Wielkiego Wybuchu i próba wyjaśnienia powstania Kosmosu. Opowieść o przeznaczeniu, którego nie da się oszukać. Smutna prawda o tym, że cnota zawsze wygrywa tylko w baśniach. I kilka innych. Humorystyczne dla młodszych, refleksyjne dla starszych, wszystkie w gawędziarskim stylu, typowym dla bajek, co powinno przypaść dzieciom do gustu. Oczywiście z obowiązkowymi morałami. Trzeba przyznać, że pan Lem grzeszył wyobraźnią, przynajmniej jeśli chodzi o tego typu utwory, bo pomysły miał niebanalne.
I to było na tyle, szczerze mówiąc. Zdaję sobie sprawę, że kwitki z pralni są dłuższe niż ta „pseudo-recenzja”, ale niespecjalnie wiem, do czego mógłbym się odnieść. Fabuły nie ma co zdradzać, bo poszczególne bajki są po prostu krótkie. I świetne, przy czym pisze to osoba, która z czytania takich rzeczy wyrosła w wieku siedmiu lat. No, może nie do końca wyrosła, jak można zauważyć.
Pozdrawiam serdecznie,
graf zer0.

2 komentarze:

  1. ROTFL
    Jak bajki Lema miałyby być dla dzieci...
    Inna epoka, inne konotacje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć.

      Nie bez powodu zostały umieszczone w spisie lektur dla szkół podstawowych. Formuła opowiadań przypomina formułę baśni braci Grimm czy Andersena. Idealne do poczytania, ale czy dziecko cokolwiek z tego zrozumie, to już inna sprawa.

      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam serdecznie,
      graf zer0.

      Usuń

W sieci zanotowano wiele anonimowych wejść. Zostaw komentarz, by system mógł zacząć proces autoryzacji.